O autorze
Bloger (dożywotnio), przedsiębiorca, autor książek. Przez 6 lat autor Apple Blog, teraz właściciel i współwłaściciel kilku firm działających w internecie, kategoriach mobilnych oraz „internet of things”. W przeszłości także host audycji radiowych, programów i podcastów video, niemal wszystkich skupionych wokół internetu lub Apple. Obecnie najaktywniej zaangażowany w PressPad, swoją nową książkę „Apple OS X Poradniki dla początkujących” oraz społeczność skupioną wokół druku 3D Materialination.

Zero dni na etacie

W ostatni piątek podczas forum inwestycyjnego w Krakowie brałem udział w panelu dyskusyjnym (hej, hej! zostańcie ze mną jeszcze chwilę! obiecuję, będzie lepiej) na temat przedsiębiorczości. Fakty: mówiliśmy do złej grupy ludzi; na sali siedzieli praktycznie sami przedsiębiorcy. Efekt: cokolwiek byśmy mądrego nie powiedzieli, nie trafi to do najbardziej zainteresowanych.

Temat aktywacji młodych ludzi do budowania firm jest mi bardzo bliski. Pracowałem na etacie 74 dni w życiu i z obu miejsc pracy uciekłem kiedy tylko mogłem. Teraz co kilka dni spotykam się na lunch z kimś, kto właśnie chce założyć własną firmę i staram się pomóc jej/jemu jak mogę. Często kończy się to przeładowaniem informacji, ale nie da się komuś powiedzieć wszystkiego czego się człowiek nauczył w ciągu lat. Robię to tak czy inaczej.



Z drugiej strony sam zatrudniam kilkanaście osób w kilku firmach. I jako pracodawca jestem rozerwany: wcale nie chcę, żeby mi rezygnowali z pracy i zakładali własne firmy! Z drugiej strony chcę, żeby ludzie mieli coś swojego i żeby czuli że ich praca się zmienia i zmienia coś w ich życiu. Że nie stoją w miejscu i pracują 30 dni, aby ostatniego zapłacić rachunki.

Zastanawiam się od piątku jak pogodzić te dwa światy. To że Polska jest przedsiębiorcza zakładam jako aksjomat: grubo ponad 70% polskiego PKB pochodzi od małych i średnich przedsiębiorców. Zatrudnienie w tym sektorze to 3/4 wszystkich miejsc pracy. Potęgą turystyczną nie będziemy, więc równie dobrze możemy sobie darować i zająć się pomocom tym 6 milionom Polaków, którzy biorą na siebie ryzyko stworzenia firm i de facto utrzymania Polski.

Wracając do mojego dylematu. Moje firmy to w większości technologiczne, produktowe startupy. Mówię więc z punktu widzenia małej, ale rosnącej grupy firm. W mojej konkretnej działce szczególnie dużo opiera się na ludziach. Nie mam magazynu pełnego towaru, który trzeba przesunąć z palety na półkę. Mam pomysł i ludzi, którzy go przekuwają na działające i przynoszące pieniądze aplikacje. Wyzwaniem dla mnie jest stworzenie takiej struktury, w której praca na etacie nie wygląda jak wykonywanie poleceń, a jak współtworzenie.

Najprostszym do zrobienia i najcięższym do przełknięcia dla przedsiębiorców sposobem jest przekazanie puli udziałów w firmie pracownikom. To się nie sprawdzi w hurtowni truskawek (czy sprawdzi się?), ale działa znakomicie w działce projektów internetowych i IT. A tych jest jak dobrze sprawdziłem gazylion i jeszcze trochę. W tej chwili w jednej spółce zmieniamy strukturę udziałów i chcę wydzielić część dla aktualnych i przyszłych pracowników. W dwóch kolejnych chcę ten krok przeprowadzić nie dalej jak Q1 2013.

Innym sposobem, może dobrym na początek i nieco mniej drastycznym a także prostszym jest zbudowanie dobrej hierarchi w firmie. A raczej jej braku. Uwielbiam przykład Valve, jednej z największych na świecie firm produkującej gry. Oto jak sami piszą o tym podjeściu w „Valve Handbook for New Employees”:

Hierarchia jest znakomita dla przewidywalności i powtarzalności zarządzania. Upraszcza kontrolowanie dużych grup ludzi na wszystkich szczeblach, dlaczego m.in. wojsko opiera się na niej tak mocno.

Valve jest jednak firmą rozrywkową, która spędziła ostatnią dekadę próbującą przyciągnąć najbardziej inteligentnych, innowacyjnych i utalentowanych ludzi na świecie, którym nie można mówić gdzie siedzieć i co robić. To zabrało by 99% ich wartości z miejsca. Chcemy innowatorów, a to oznacza, że musimy utrzymywać sprzyjające dla nich środowisko.

Dlatego właśnie w Valve nie ma żadnej struktury. To najprostszy sposób, aby zakomunikować, że nie ma żadnego menagementu i nikt nikomu nie raportuje ani nie podlega. Mamy założyciela/prezydenta, ale nawet on nie jest twoim przełożonym. Sam sterujesz tą firmą – w kierunku nowych możliwości i z dala od ryzyk. Masz zielone światło jeśli chcesz zacząć nowy projekt, tak samo jak kiedy chcesz go udostępnić światu.


Źródło: Valve Handbook for New Employees

Wyeliminowanie struktury oczywiście rozkłada odpowiedzialność na więcej osób, które nie muszą się z tym czuć znakomicie. Jednak daje także poczucie współtworzenia większej całości i możliwości decydowania o kierunku firmy. Jeśli w firmie masz ludzi, do których to drugie przemawia bardziej niż pierwsze, możesz cieszyć się z prawdziwych przedsiębiorców.
Nie bojących się wyzwań, chcących podejmować ryzyko ale także wziąć za nie odpowiedzialność.

Prowadzenie firmy nie jest dla każdego, jasne. Może jednak jest coś pomiędzy właścicielem a pracownikiem, dzięki czemu ten drugi będzie czuł się jak te pierwszy: równie spełniony, pełen wiary w siebie i kontroli nad swoją sytuacją.

Wiem, że stworzenie takiego miejsca pracy nie jest proste. Sam nie robię w tym kierunku jeszcze tyle ile mógłbym (więc postanowiłem sobie dedykować temu cały przyszły rok). To nie jest także proces który można wdrożyć w każdej firmie z dnia na dzień.

Tak jak powiedziałem uznaję przedsiębiorczość Polaków za aksjomat. I nie trzeba ich nawet szczególnie edukować – rok prowadzenia firmy to jak 5-letni intensywny kurs na uczelni biznesowej. To co teraz trzeba zrobić, to zbudować dobre postawy wśród uczniów szkół i uczelni: aby chcieli budować nie tylko firmy, ale także znakomite miejsca do pracy i zabawy.
Trwa ładowanie komentarzy...