Jak wymyśliłem hashtag dla krakowskiej społeczności startupowej i dlaczego nie ma to kompletnie znaczenia

W zeszłym tygodniu Tyler Crowley był w Krakowie i stojąc przed 300 osobową widownią na jednym z meetupów pytał: macie swój tag, macie swoją flagę? Nie mieliśmy więc po szybkich eliminacjach z 12 tagów Kraków wybrał jedną (moją) propozycję: #omgkrk.



Hashtag dla takiej społeczności jak nasza jest tym samym czym flaga dla państw. Powiewamy nim dumnie i stoimy za nim wszyscy razem. Dokładnie dlatego nie ma znaczenia kto go wymyślił – ja, ty czy ktoś jeszcze inny. Brzmię pewnie jak skończony socjalista, ale ten tag należy do wszystkich i tak jak społeczność nie powinna mieć „kluczników” i odźwiernych, tak samo każdy chętny może powiewać teraz naszą flagą.

Od kiedy #omgkrk w zeszły czwartek pierwszy raz pojawiło się na Twitterze chodzę super dumny z Krakowa. Może to tylko ja tak czuję, ale mam wrażenie że to jedno głupie słowo nas bardziej zjednoczyło niż tysiące słów, które mówiliśmy wcześniej. Nagle wszyscy wiedzą co się dzieje, kto co robi, gdzie można się z kim spotkać. I na dokładkę to bezcenne wrażenie, kiedy osoby z zewnątrz pierwszy raz widzą #omgkrk – najpierw uniesiona brew, a chwilę później już wielki uśmiech na twarzy. #omgkrk jest jak krakowska społeczność startupowa: zaskakuje, z dystansem do siebie i patrzy wyłącznie w przód.

Jeśli chcecie zobaczyć co ciekawego dzieje się w Krakowie, albo planujecie (powinniście) odwiedzić nasze miasto, dajcie po prostu znać na #omgkrk i chwilę później powinniście być już ustawieni. Do zobaczenia!

Mamy fanpage dla fanów i grupę do dyskusji. A na Twitterze @omgkrk retweetuje wszystko co pojawia się na #omgkrk więc można łatwo śledzić.
Trwa ładowanie komentarzy...